Obserwatorzy

wtorek, 18 sierpnia 2015

Nowości: kosmetyki i ubrania

Cześć dziewczyny!!!


Ostatnio na bieżąco zużywam zapasy kosmetyków, dlatego co rusz muszę gromadzić nowe:P A tak na serio po prostu zrobiłam akcję zużywania resztek, które ciągle przekładałam z kąta w kąt. Dodatkowo nadchodzi jesień i czas na trochę cieplejsze ciuszki.

 Na tego cudaka skusiłam się w Naturze. Kosztował grosze- chyba 11zł, a spisuje się bardzo fajnie.



 Od jakiegoś czasu Bielenda mnie zaskakuje. To serum świetnie nawilża, dlatego kupiłam kolejne opakowanie. Kosztowało ok. 24zł


 Kolejne opakowanie najlepszego na świecie podkładu. Tym razem skusiłam się na odcień Golden Beige i spotkało mnie lekkie rozczarowanie, ponieważ spodziewałam się ciemniejszego koloru.



 Dziwna, ale bardzo dobra odżywka z Intermarche. Dziwna, ponieważ wszystkie napisy są w języku francuskim, ale całkiem dobrze się sprawuje na włosach. Kosztowała 4zł


 Kolejna porcja ampułek do włosów By Fama. Uwielbiam je, są niezastąpione w przypadku domowego SPA do czuprynki. Za 24 sztuki zapłaciłam 82zł z wysyłką.


 Płyn do kąpieli Luksja. Uwielbiam ten zapach, co ciekawe w Biedrze kosztuje 7,95zł, a w Rossmannie 9,99zł:P


 Żele pod prysznic z Lidla. Bardzo fajnie pachną, kosztowały 2,99zł za sztukę. Bardzo lubię żele z Lidla. Są tanie, ładnie pachną, dobrze myją, więc czego chcieć więcej?


 Spodenki do spania z New Yorkera. Kosztowały 30zł za sztukę




 Koszule z HM. Takie zwykłe i poważne, ale do pracy jesienią będą dobre. Kosztowały 59zł za sztukę



 Piankowa spódnica z New Yorkera. Wyrwałam ją na wyprzedaży za 12,95zł



 Koszulka z New Yorkera za 19zł



 Ołówkowe spódnice z prześwitami z HM. Uwielbiam je! Kosztowały 39,99zł za sztukę.


 Nowość z Joanny, jeszcze nie testowana. Znalazłam ją w Vice, kosztowała chyba 7zł



 Uwielbiam szpile! 


Pozdrawiam
Kasia:)


sobota, 15 sierpnia 2015

Ulubiona domowa maska do włosów: olej, nafta, miód i jajko

Cześć dziewczyny!!!

Ostatnio cierpię na przewlekły brak czasu. Mimo wszystko stawiam na odpowiednią organizację, ponieważ tylko w taki sposób mogę znaleźć czas na większość rzeczy:)

Od czasu ślubu nie kombinuję z włosami. Jedynie delikatnie podcięłam końcówki. Nadal farbuję je henną, dbam o nawilżenie i staram się przyspieszyć porost. Od kilku tygodni nawilżam swoje włosięta domową maską z oleju, nafty, jajka, miodu i maski Kallos. Sprawdza się idealnie i na stałe zagości w moim plenie pielęgnacji.



Do swojej mieszanki używam:
- maski Kallos Banana,
- oleju sezamowego,
- nafty z olejem rycynowym,
- jednego jajka,
- miodu rzepakowego (może być jakikolwiek inny, byle był pochodzenia naturalnego i miał leistą konsystencję).


Proporcje są bardzo łatwe do zapamiętania:
- łyżka miodu,
- łyżka oleju,
- łyżka nafty,
- jedno całe jajko,
- ok 2 łyżek maski (w zależności jaką konsystencję chcemy otrzymać, lubię dosyć gęstą).

Całość nakładam na włosy na ok 30 minut do godziny, na to czepek i ręcznik. Po upływie wyznaczonego czasu całość zmywam jajecznym szamponem Bingo Spa i nakładam dowolną maskę na 30 minut. Po zmyciu i wysuszeniu cieszę się pięknymi błyszczącymi, mięsistymi, nawilżonymi włosami:)










Pozdrawiam

Kasia:)




środa, 5 sierpnia 2015

Hybrydowe love! Kolecja lakierów Semilac

Cześć dziewczyny!!!

Gdy jakiś czas tego nastał szał na hybrydy byłam wielce zadziwiona o co tyle szumu... Że niby takie wspaniałe? Że łatwo się je robi? Że tyle wytrzymują? Że nie niszczą płytki? Długo byłam sceptycznie nastawiona, aż zamówiłam swój mini zestaw i przepadłam:D Od tamtego czasu zestaw delikatnie mówiąc się powiększył, a szał na testy i wzorki nadal trwa.








Samo nałożenie lakierów jest bajecznie proste. Jedynie należy zwracać uwagę na to, aby warstwy nie były zbyt grube i aby nie upaćkać skórek. 

Cała moja kolekcja to lakiery marki Semilac. Przed zamówieniem wiele czytałam na ich temat, są dobre, ładnie kryją, dobrze zastygają i przede wszystkim nie są szalenie drogie. W gratisie do zakupów na Allegro dostałam kilka lakierów hybrydowych jakieś taniej dziwnej marki, które okazały się totalną porażką! Nawet po 10 minutach w lampie były miękkie... 


Nie rzucałam się na lampę LED, ponieważ szkoda mi było kasy... Kupiłam zwykłą, dużą lampę UV, która moim zdaniem daje radę.











Nie wiem czy wrócę do normalnych lakierów. Póki co moja przyjaźń z hybrydami ciągle trwa. Nawet zdejmowanie ich nie jest aż takie straszne, jak wcześniej czytałam. Wystarczy aceton, waciki i folia aluminiowa:)


Pozdrawiam
Kasia