Obserwatorzy

czwartek, 30 lipca 2015

Kallosowa maska aloesowa!

Cześć dziewczyny!!!


Ostatnio cierpię na ciągły brak czasu:( Przydałoby mi się kilka dni wolnego, a do urlopu jeszcze miesiąc...

Jak już kilka razy wspominałam uwielbiam maski do włosów Kallos. Jedne są lepsze, inne trochę gorsze, ale ogólnie rzecz biorąc w 90% są dobre. Jednak teraz znalazłam tą wspaniałą, wersję aloesową.






Regenerująca maska Kallos Aloe do włosów z ekstraktem aloesu do suchych, łamliwych włosów. Natychmiast nawilża i odżywia strukturę suchych włosów oraz je naprawia. Maska jest bogata w witaminy i substancje mineralne. Czynne substancje aloesu pobudzą porost włosów i wyczarują ich jedwabistość, połysk i bujność. 


Na allegro za opakowanie 1L zapłaciłam 9zł, także śmiało mogę powiedzieć, że cena jest śmiesznie niska. Tak jak w przypadku innych masek tej marki opakowanie to wielki plastikowy stój, w tym przypadku zielony z białą nakrętką. Lubię te wielkie pudełka, ponieważ łatwo wydobyć odpowiednią ilość produktu, można kontrolować zużycie i pokładnie wydobyć wszelkie  resztki.

Zapach ma bardzo przyjemny, już na pierwszy rzut czuć, że to aloes:D Konsystencja dosyć zwarta, budyniowa, łatwa w rozprowadzeniu na włosach. 

Używałam maski na wiele sposobów i za każdym razem spisała się genialnie. Jako baza do olejowania, w połączeniu z almą lub olejem lnianym super wygładza włosy. Do mycia włosów również się znakomicie nadaje, nie obciąża, odżywia, włosy są mile w dotyku i nawilżone. Jednak najlepiej spisuje się nałożona na 30 minut pod czepek. Efekt jest super! Włosięta są miękkie, błyszczące, nawilżone, mięsiste, a przy tym wszystkim nie przeciążone:)


Gorąco polecam!


Pozdrawiam
Kasia:)

wtorek, 21 lipca 2015

Nowy włosowy plan!

Cześć dziewczyny!!!


Za oknem parno, duszo i ciepło. W końcu mamy lato, więc nie narzekam:) Poprzedni plan pielęgnacji włosów skupiał się na ogarnięciu ich do wesele. Chodziło o zahamowanie wypadania, przyspieszenie porostu i nawilżenie. Od ślubu minął miesiąc, więc czas na nowy długoterminowy plan.


1. Zadbanie od wewnątrz

W sezonie letnim raczej odżywiam się zdrowo, jednak to nie wystarczy. Będę wspomagać się wielka trójką, czyli Biotebalem, drożdżami i herbatką z pokrzywy. Nawet najlepsze kosmetyki nie pomogą, jeśli przyczyna złego stanu czupryny tkwi wewnątrz organizmu, dlatego warto zacząć od tej strony.

2. Pielęgnacja

Nawilżenie, nawilżenie i jeszcze raz nawilżenie. Po umyciu moje włosy są piękne i lśniące, ale pod koniec dnia końcówki nie wyglądają już tak atrakcyjnie... Uzbroiłam się w niezły arsenał:) Oczywiście przede wszystkim mam zamiar częściej je olejować, ponieważ ostatnimi czasy trochę zaniedbałam ten rytuał. Maski na 30minut przed myciem i przynajmniej na godzinę po. Raz w tygodniu małe SPA z ampułkami By Fama.










3. Koloryzacja
Przed weselem skusiłam się na farbowanie chemiczne u fryzjerki, ale teraz wracam do henny. Mimo wszystko raz na 3-4 miesiące będę musiała skorzystać z tradycyjnej farby, ponieważ henna nie kryje zbyt ładnie moich siwych włosów, których nie mam zbyt dużo, ale mimo wszystko drażni mnie, że są widoczne.







Oczywiście nie liczę na cuda, na to, że nagle w miesiąc włosy urosną mi do pasa, ale mam nadzieję, że się wzmocnią, ponieważ farbowanie chemiczne co tu okrywać osłabiło je (mimo delikatnej wody itd). Z kolorem nie mam zamiaru nic kombinować, brąz mi odpowiada:)



Pozdrawiam
Kasia

sobota, 18 lipca 2015

Plener ślubny z Wiolką

Cześć dziewczyny!!!


Nie wiem jak u Was, ale u mnie pogoda dzisiaj jest cudowna. Jest pięknie i słonecznie, dlatego postanowiłam ten dzień od rana wykorzystać na mega wielkie pranie (trochę się tego uzbierało), a później wybieram się na spacer.


Drugi plener ślubny odbył się w upalny piątek dwa tygodnie po weselu. Jednak to nie upał był najgorszy, a wszędobylskie robaczki i muszki, które wchodziły pomiędzy warstwy sukni:P Miało być uroczo i romantycznie i tak wyszło:)
















pozdrawiam

sobota, 11 lipca 2015

Plener ślubny z Julitą

Cześć dziewczyny!!!


Jak już wspominałam kilka razy na ślubie i weselu mieliśmy dwie niezależne fotografki. Stąd też i dwa plenery ślubne. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać kilka zdjęć z tego, który odbył się pierwszy z Julitą Mrzywką.































Pozdrawiam

Kasia:)

środa, 8 lipca 2015

Ślubnie:) Z czego jestem najbardziej zadowolona?

Cześć dziewczyny!!!


Od ślubu minęły już prawie 3 tygodnie...  Zdążyłam już odpocząć, zachorować i wyzdrowieć, podsumować całe wesele i ślub.


Ogólnie oboje z mężem  jesteśmy zadowoleni z imprezy, ale jest kilka rzeczy, z których jesteśmy po prostu super zadowoleni:)
Po pierwsze miejsce. Odkąd dostałam pierścionek od Bartosza, zaczęłam planować ślub i wesele. W większości spraw miałam wolną rękę jeśli chodzi o wybór, ale miejsce przyjęcia weselnego wybraliśmy razem. Zdecydowaliśmy się na gospodarstwo agroturystyczne i naszym zdaniem był to strzał w 10! Dwie połączone ze sobą sale, na jednej taniec, na drugiej jedzenie (można było w spokoju rozmawiać bez przekrzykiwania zespołu), bogate menu, wielkie ilości jedzenia, wszystko smaczne i pięknie podane, ładnie ubrane sale, a przy tym świetne położenie- cisza i spokój (możliwość pospacerowania). Ciasto i owoce w cenie, trunki na miejscu. A to wszystko w przyzwoitej cenie.
Po drugie zespół, który spisał się genialnie. Młode i zdolne chłopaki:) Świetnie rozkręcili imprezę. Jeśli ktoś chciał się pobawić to bez wątpienia miał możliwość. Grali z wyczuciem i pod nogę. Wszystkie utwory, poza pierwszym tańcem były grane i śpiewane na żywo.
Po trzecie i czwarte. Nie żałujemy, że nie było kamery. Wszyscy zachowywali się naturalnie i bez stresu. Nikt nie musiał się martwić, że zostanie nakręcony podczas jedzenia:P Za to dwie fotografki to super sprawa. Każda z nich miała inne spojrzenie, inny styl fotografowania. Wiola i Julita wykonały świetną robotę!

















Pozdrawiam

Kasia:)