Obserwatorzy

piątek, 30 sierpnia 2013

Sylwetka- aktualizacja

Cześć dziewczyny!!!


W komentarzach często dostaję pytania ile teraz ważę, ile przytyłam/schudłam, jak ćwiczę itd. Mamy koniec miesiąca, więc stwierdziłam, że zrobię aktualizację zamiast odpowiadać na stare komentarze (myślę, że w taki sposób zainteresowane osoby prędzej znajdą odpowiedzi).



Na dzień dzisiejszy ważę 44,5-46,5kg w zależności czy ważę się rano czy wieczorem. Żeby nie było, że kłamię oto fota(ponieważ ostatnio wywiązała się dyskusja, że na pewno zaniżam swoją wagę, choć nie wiem po co miałabym to robić skoro kilka miesięcy temu pisałam, że cieszę się, że udało mi się przytyć). Przy okazji dowiedziałam się ile waży mój aparat. Nie wiedziałam, że jest taki ciężki:P







Niech Was nie zwiedzie push-up:P Oczywiście, aż tak nie udało mi się przytyć, ale nie ukrywam, że chciałabym aby w biuście przybyło mi kilka cm:)



sorki za niewyraźne zdjęcia, ale aparat się już rozładowywał:(









Stare wymiary, sprzed pół roku to 76cmx58cnx82cm, a na dzień dzisiejszy to 79cmx60cmx86cm. I właśnie ten tyłek mi najbardziej przeszkadza. Teraz staram się ćwiczyć, aby wymodelować (nie schudnąć) sylwetkę. Brzuch nie jest zły, ale uda i pupal mogłyby być lepsze. Przyznam się bez bicia, że nie lubię swoich dolnych partii i jak patrzę na te zdjęcia to aż mi wstyd.




Co do rozmiaru ubrań: nadal jest to XS lub 152cm, 158cm. Biust z 65C urósł do 65 D/E.



Jak ćwiczę?







Z racji moich kiepskich bioder staram się modyfikować ćwiczenia, tak abym mogła je robić. Do tego dochodzą spacery i basen. Ćwiczę przynajmniej 3 razy w tygodniu. 



Jak tak jak wcześniej, czyli wszystko poza białym pieczywem, ciastem i smażonym mięsem. Staram się ograniczać chipsy i nawet nieźle mi to wychodzi. W sierpniu top produktem były pomidory, ciągle przewijały się w mojej kuchni w formie zup, sałatek i dodatków do dań. 







Jeśli kogoś zgorszyły zdjęcia, to przepraszam, ale w moim sexy dresie sylwetka wyglądałaby bezkształtnie:P

Co zauważyłam?
Dzięki ćwiczeniom tłuszczyk zaczyna osadzać się w biuście, a na nogach i pupie już nie.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Ktoś się zna na Photoshopie?

Cześć dziewczyny!!!


Mam pytanko, czy któraś z Was jest oblatana w photoshopie? Pytam, ponieważ chciałabym zobaczyć jakbym wygladała w różnych kolorkach włosów:P A sama nie posiadam konkretnego programu do obróbki fotek (mam tylko gimpa i photo scape). Jeśli chcecie się pobawić do dajcie znać:)













Silikonowy bubel od Dove

Cześć dziewczyny!!!


Nie wiem jak u Was, ale u mnie zapowiada się dzisiaj piękna pogoda. Moje włosy lubią silikony, ale raz na jakiś czas i to raczej w maskach i w odżywkach (po silikonowym szamponie wyglądam jakbym tydzień nie myła czupryny:P). Oczywiście dokładnie oczyszczam włosy, aby uniknąć nadbudowy świnstewek. Odżywkę Dove Heat Defense Therapy kupiłam z myślą o ochronie włosów na basenie. Niestety olej się nie sprawdził, więc postawiłam tą odżywkę.









Dostępność i cena:
Chyba kupiłam ją w Kauflandzie. Kosztuje ok.9zł















Opakowanie:
Ładne, ciekawy kształt. Nie podoba mi się kolor, ponieważ nie znoszę wszystkich odcieni pomarańczy:P
Dzięki temu, że zawsze stawiamy odżywkę na wieczku, łatwo wydobyć z niej zawartość.












Moja opinia:

Odżywkę kupiłam z myślą ochrony włosów na basenie i w tym temacie sprawdziła się całkiem dobrze. Wiadomo, że przy codziennym pływaniu chlor przesusza włosy, ale jeśli zabezpieczymy je tą odżywką uszkodzenia w skali miesiąca są minimalne. Kilka razy wypróbowałam ją w domu, zamiast maski i więcej tego nie zrobię:P Po 3 godzinach od wysuszenia włosy wyglądały na tłuste. Niestety za mocno obciąża włosy. Dodatkowo spowodowała szybsze przetłuszczanie i łupież. Konsystencje ma dosyć zwartą, ale łatwo ją rozprowadzić na włosach. Wydajnością nie grzeszy. Opakowanie wystarcza na 3tygodnie w przypadku moich niezbyt długich włosów. Jako zabezpieczenie włosów- ok, ale jako odżywka do normalnego stosowania- porażka.

środa, 28 sierpnia 2013

Chusteczki do demakijażu z Biedronki

Cześć dziewczyny!!!



Zazwyczaj oczyszczam twarz olejkami, albo żelem ale przed tym lubię zetrzeć makijaż choćby tak "z grubsza". Zazwyczaj używałam do tego płynu micelarnego albo mleczka. Jednak jakiś czas temu wyczytałam info o super chusteczkach do demakijażu z Biedronki i stwierdziłam, że muszę je mieć:P










Dostępność i cena:
Do nabycia w Biedronie, kosztują 3,99zł za 25 chusteczek







Opakowanie:
Jak dla mnie trochę tandetne. Szata graficzna jest bardzo ładna i w tej kwestii nie mam się do czego przyczepić. Ale przylepiec jest beznadziejny, materiał z którego wykonano opakowanie przypomina mi woreczek od mleka:P


















Moja opinia:
Wybrałam chusteczki do cery mieszanej i tłustej, bo taką posiadam. Szału nie robią. Podkład ścierają dosyć ładnie, cienie również, ale kresek i tuszu nie ruszą ani trochę. Są wilgotne, ale nie mokre- ogólnie w dotyku przyjemne. Niestety zazwyczaj przy wyciąganiu wychodzą 2 a nie jedna i szkoda, bo na moją twarz i mój makijaż w zupełności wystarczyłaby jedna. Mimo wszystko po ich użyciu trzeba poprawić demakijaż płynem lub mleczkiem. Trochę wysuszały skórę i podrażniały okolice oczu, niestety. Mam co do nich mieszane uczucia. Nie były najgorsze, ale dobre też nie. Raczej nie kupię kolejnego opakowania. Myślę, że w podróży również nie będą praktyczne ze względu na kiepski przylepiec (będą szybko wysychać).

wtorek, 27 sierpnia 2013

Oeparol- Super nawilżenie?

Cześć dziewczyny!!!


Wczorajsza niemoc twórcza już mi przeszła. Dzisiejszy dzień był bardzo owocny: zaniosłam pracę licencjacką do zatwierdzenia (mam nadzieję, że tym razem promotor nie doczepi się do czegoś co już wcześniej zatwierdził, bo niestety i tak to z nim bywa.... Jest to "trudny" człowiek), wybrałam się pieszo na zakupy (od 10km po mieście+ 2km do domu z siatami z pomidorami, cukinią, arbuzem itd- zawsze to jakiś trening siłowy) a nie plaszczyłam pupska w aucie, wreszcie udało mi się ogarnąć garderobę i zrobiłam zwykłe prace domowe typu sprzątanie, gotowanie.


Krem intensywnie nawilżający Oeparol Hydrosense dostałam od mamy i początkowo nie miałam zamiaru go używać, ponieważ jest przeznaczony dla cery suchej. Jednak po mazidłach na pryszcze skóra na twarzy była bardzo mocno wysuszona, więc postanowiłam dać mu szansę.





 Codzienna pielęgnacja skóry odwodnionej. Krem przeznaczony do skóry normalnej i mieszanej.
Krem intensywnie nawilża i wzmacnia skórę dzięki zawartości kompleksu HialuRoseTM, unikalnemu połączeniu kwasu hialuronowego i oleju z wiesiołka (ang. evening primrose oil), bogatego w kwasy omega – 6. Kwas hialuronowy w połączeniu z kwasami omega-6 tworzy nawilżający film ochronny na skórze, ogranicza transepidermalną utratę wody i zatrzymuje ją w naskórku. Doskonale nawilżona skóra staje się mniej podatna na podrażnienia i odzyskuje sprężystość i jędrność. Zawarte w kremie składniki regulują proces złuszczania naskórka pozostawiając skórę gładką i elastyczną.

Skład: Aqua, Glycerin, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Isohexadecane, Caprylic/Capric Trigliceride, Dicaprylyl Carbonate, Isostearyl Isostearate, Cetyl Alcohol, Biosaccharide Gum-1, Propylene Glycol, Hydrolyzed Caesalpina Spinosa Gum, Caesalpina Spinosa Gum, Oenothera Paradoxa Oil, Phenoxyethanol/Ethylhexylglycerin, Tocopherol Acetate, Parfum, Allantoin, Sodium Polyacrylate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Xanthan Gum, Sodium Hyaluronate, Sodium Hydroxide, BHA


Dostępność i cena:
Do nabycia w aptekach, kosztuje ok.16-20zł





Opakowanie:
Początkowo podobało mi się opakowanie. Jednak w trakcie użytkowania okazało się bardzo niepraktyczne. Trudno je zakręcić i odkręcić jeśli ma się wilgotne dłonie. W przypadku mocniejszego dokręcenia pęka...








Moja opinia:
Z góry zaznaczam, że nie stosowałam kremu na całą twarz, tylko miejscowo. Ładnie nawilżał mocno przesuszone miejsca i niwelował sterczące skórki. Jednak przy dłuższym stosowaniu zapychał i to tragicznie. Koszmar. Co z tego, że wyleczyłam trądzik na skroni jak posmarowałam się kremem nawilżającym i po 2 dniach miałam wielki wysyp "kaszki" w tym samym miejscu? Poza tym krem szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy. Ma lekką konsystencję, dzięki czemu łatwo się go aplikuje. Nie roluje się. Nie zauważyłam aby podrażniał, ale przy bardzo mocno przesuszonej skórze szczypał chwilę po aplikacji. Może w przypadku cery suchej kremik sprawdzi się lepiej. Niestety w sieci znalazłam o nim przeważnie negatywne opinie... Dobijam do dna i to tylko dlatego, że smaruję nim ramiona, na których mam AZS- i tu się sprawdza znakomicie. Na pewno nie skuszę się na kolejne opakowanie.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Wieczorna dolinka

Cześć dziewczyny!!!


Ale mam wisielczy humor... Czy Wy też macie czasami tak, że patrzycie w lustro i zastanawiacie się: CO TO JEST ZA PASZTET? CZY TO JA? Właśnie taki dzień mam dzisiaj:P

1. Fryzura jakaś taka do ..........- powiedzmy ładnie "nietwarzowa":P A kolor jeszcze gorszy. Mimo intensywnej pielęgnacji kondycja włosów pozostawia wiele do życzenia....
2. Cera również mogłaby być lepsza. Pryszcze, zaczerwienienia....
3. Miałam nie jeść słodyczy i co? I dupa za przeproszeniem. Zjadłam 5 krówek i pasek czekolady:(
4. Ćwiczę, a brzuch nadal wisi, pupsko fafla w każdą stronę, a uda wyglądają jak dwa balerony:P Miałam nie jeść dziś kolacji i znowu nie wypaliło...
5. A tak poza tym to jestem beznadziejna i leniwa. Kiedyś miałam więcej energii do działania, a dziś? No co? No znowu du... za przeproszeniem.



Dobrze, że takie dni zdarzają mi się nie za często. Plan jest taki: dobry film (akurat na dzisiaj serial: albo Dexter albo Gra o Tron), lampa wina, później dobra książka, gorąca kąpiel i do spania:D A jutro humor będzie lepszy:)


Też tak macie czasami? Jakie są Wasze sposoby na poprawę humoru (poza lodami i słodyczami:P)?





Czekoladowa maska Lorys

Cześć dziewczyny!!!

Wczoraj wybrałam się nad jeziorko. Pogoda nie była cudowna, ale w moim przypadku bardzo dobra na spacer i kajaki:)


Czekoladową maskę Lorys kupiłam miesiąc temu w Auchan w Poznaniu. Stosuję kilka innych masek Lorys i raczej jestem z nich zadowolona. Są tanie i w miarę dobre. O tej masce nie czytałam wcześniej i wzięłam ją z ciekawości oraz z racji ceny:P





Dostępność i cena:
Do nabycia w Auchan, nigdzie indziej ich nie widziałam. Niestety do najbliższego hipermarketu mam 80km, dlatego gdy już uda mi się do niego dotrzeć kupuję na zapas:P Za małe opakowanie 450g zapłaciłam chyba 7zł


 



Opakowanie:
Duży, wygodny słoik. Lubię tego typu opakowania, ponieważ łatwo wydobyć z niego zawartość. Mamy pewność, że wyskrobiemy wszystkie resztki.









Moja opinia:
Lorys Hair Cream Duo Chocolate to trochę dziwny twór:P Skład ma niezbyt cudowny- same silikony. W przypadku moich zmęczonych końcówek są one zbawienne. Zapach moim zdaniem to połączenie czekoladowego budyniu z sokiem wiśniowym. Trochę chemiczny, ale mimo wszystko podoba mi się. Jak widać wierzchnia warstwa ma kolor ciemnej czekolady, a spodnia jest w kolorze białej (nie udało mi się zrobić zdjęcia po wymieszaniu obu). Producent zaleca nakładać ją na kilka minut na mokre włosy omijając skalp. Dlaczego? Muszę przyznać, że taka ilość konserwantów podrażniła nawet mój odporny skalp. Dlatego teraz nakładam ją od ucha w dół. Wystarczy już minuta aby włosy stały się miękkie i błyszczące. Najlepiej działa nałożona w sporej ilości na końce+ folia i 30 minut w ciepełku. Końcówki są miękkie i zakamuflowany zostaje ich stan:P Z racji dużej ilości silikonów rozprostowuje moje loki. Dlatego na całości stosuję ją tylko wtedy gdy chcę mieć proste lub lekko falowane włosy. Ponoć jest świetna jako pierwsze O w OMO, ale nie próbowałam, ponieważ boję się podrażnienia:P Jest niezwykle wydajna. Póki co nie zużyłam nawet 1/5 opakowania. Na pewno nie każdemu przypadnie do gustu z racji chemicznego składu. 

piątek, 23 sierpnia 2013

Inspiracje

Cześć dziewczyny!!!


Dzisiaj piątek, więc czas na kolejne inspiracje:)










 Cudowna kiecka, cudowna figura- jestem na TAK:D



Motto na dziś:D

czwartek, 22 sierpnia 2013

Cukierkowe safari

Cześć dziewczyny!!!


Wczoraj krążąc po mieście zajrzałam do "Babińca"- małego sklepu, gdzie można nabyć tańsze kosmetyki, fajne torebki, spodnie, ozdoby do włosów i bieliznę... Czyli pełen przekrój. Ostatnio droższe lakiery niestety mnie rozczarowały, dlatego skusiłam się na cukierkowy różyk  Safari i pastelową brzoskwinkę z Lm (chińszczyzna chyba, nie znam tej firmy za bardzo).







Dostępność i cena:
W sklepach chińskich, wszystko po..., bazarach itd. Oba lakiery kosztowały 3zł:) Także majątku nie wydałam:P 

 







Opakowanie:
Lakier Lm ma uroczy słoiczek w kształcie ugryzionego jabłka. Ładne i słodkie:) Safari ma standardową buteleczkę. Oba lakiery mają długie i średnio szerokie pędzelki. Mimo to są bardzo wygodne.



 







Moja opinia:
Kocham takie kolorki:) Safari to delikatny różyk z brzoskwiniową nutka. Lm to pastelowa, rozbielona brzoskwinia. Aplikacja obu lakierów jest miła i przyjemna. Dwie warstwy wystarczą, aby ładnie pokryć płytkę. Safari nie mazia, nie smuży, nie bąbelkuje i zasycha w ciągu 10minut. Lm lekko smuży, ale tragedii nie ma. Nie bąbelkuje i zasycha dosyć szybko. Na paznokciach kolor wygląda identycznie jak w słoiczkach. Nie wiem jak będzie z trwałością, ponieważ pazury pomalowałam wczoraj o 17, ale dzisiaj zmywałam naczynia, robiłam pranie i póki co lakier się trzyma. Podejrzewam, że wytrzyma ok 3dni bez topa. Jestem z nich bardzo zadowolona, ponieważ są tanie i dobre:P Moje długaśne paznokcie ładnie wyglądają w takich kolorach:)



Kupujecie czasami takie tanie lakiery? Ostatnio coraz częściej daję się im skusić i póki co ze wszystkich jestem zadowolona.