Obserwatorzy

piątek, 17 sierpnia 2012

RECENZJA: Isana sanft rose

Cześć dziewczyny!!!

W swojej kolekcji kosmetyków mam kilka pomadek, balsamów ochronnych. Nie mam jakiś większych problemów z przesuszeniem ust, ale mimo wszystko lubię zapobiegać "niespodziewankom" niż potem je leczyć.

Pomadkę ochronną SANFT ROSE z Isany kupiłam oczywiście w Rossmannie, skusiła mnie swoją ceną- w promocji kosztowała chyba 2,99  (nie pamiętam dokładnie). Kiedyś miałam różaną pomadkę z Nivei i byłam nią zachwycona, dlatego skusiłam się na ten tańszy odpowiednik.





Składniki i obietnice producenta:
Chroni usta przed wysychaniem. Bez dodatków środków perfumowanych i konserwujących. Testowana dermatologicznie.

Skład: Ethylhexyl Stearate, Ricinus Communis Oil, Cera Alba, Synthetic Beeswax, Hydrogenated Palm Oil, Candelilla Cera, Aroma, Simmondsia Chinensis Oil, Cocoglycerides, Tocopherol, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Glyceryl Stearate, Glyceryl Oleate, Citric Acid, Paraffinum Liquidum, Cl 58000.
 

Opakowanie:
Jak dla mnie ładne, solidne. Nie mam się do czego przyczepić.



Moja ocena:
Pomadka ma dosyć twardą, zwartą konsystencję, co aktualnie oceniam na plus. Nie rozmięka się w czasie upałów, nie używałam jej zimą więc nie wiem czy w zimie nie jest zbyt twarda. Jest dosyć wydajna. Nie wysusza ust- niektóre balsamy mają to do siebie, że zamiast nawilżać to wysuszają; dosyć ładnie nawilża i pozostawia warstwę ochronną. Jeśli chodzi o działanie to pomadka niczym nie odbiega od nivei czy bebe. Jednak zawiodła mnie. Liczyłam, że będzie pozostawiać lekki pudrowo-różowy kolorek na ustach, jednak jest transparentna. Zapach ma całkiem ładny, natomiast smak mi nie pasuje. Jakoś tak nie wiem, trochę zalatuje mi "starą szminką".


Nie kupię jej więcej, nawet nie wiem czy zużyję ją do końca. Mimo dobrego nawilżenia nie urzekła mnie, spodziewałam się czegoś więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz